BOLUŚ JEST SPARALIŻOWANY!
“Miałem mu dziś zawinąć te nogi szmatami, bo krew zostawia.”
POTRZEBNA PILNA POMOC
Aktualizacja 10.02.2026 – Kochani, Boluś zaaklimatyzował się już dobrze w domu tymczasowym, uczy się poprawnie funkcjonować wśród innych psów, bo początkowo, mimo niepełnosprawności, był wyjątkowo waleczny.
Ma także ogromny apetyt. Niestety w dalszym ciągu ma problemy z oddawaniem kału i moczu. Dzielnie wykonuje wszystkie zalecone ćwiczenia i jeździ na zabiegi fizjoterapeutyczne.
Dużo lepiej funkcjonują mu już prostowniki stawów w łapkach, dzięki czemu, odpowiednio ustawiony, jest w stanie utrzymać się przez krótki czas w pozycji stojącej.
Nie potrafi jednak zgiąć łapy i zrobić kroku do przodu. Prawa łapka funkcjonuje dużo lepiej niż lewa. Polepszyła się sprawność ogona – wcześniej był on bezwładnie zwisający, teraz jest na poziomie grzbietu lub ustawiony do góry.
Otarcia na łapkach i odparzenia w pachwinach się zagoiły. Przed nim jeszcze długa droga rehabilitacji, ale wierzymy, że ma szansę odzyskać sprawność.
Boluś bardzo potrzebuje dalszego wsparcia na opiekę weterynaryjną, dalszą rehabilitację, podkłady, pieluchy, dobrą karmę.
Proszę, pomóżcie zrobić wszystko, by mógł wrócić do zdrowia.
Monika

Przekaż darowiznę z imieniem BOLUŚ na konto:
PKO BP : 05 1020 4900 0000 8202 3349 1785
IBAN: PL 05 1020 4900 0000 8202 3349 1785
SWIFT: BPKOPLPW
PayPal: fundacjakonikimoniki@gmail.com
Fundacja KONIKI MONIKI
Zawada Nowa 22, 26-720 Policzna
Wyślij SMS o treści
BOLUS
na numer 7420
(koszt 4,92 pln)
na numer 7911
(koszt 11,07 pln)
Regulamin tapet
Ratuję Bolusia
Pilnie potrzebne wsparcie na: dalszą diagnostykę, leczenie, rehabilitację, opłaty za hotel, podkłady, opatrunki, karmę.
29.12.2025 Kochani, wiem, że wiele osób martwi się o małego Bolusia. Ja staram się robić wszystko by mu pomóc. Proszę, przeczytajcie co udało się zdziałać, jak wygląda aktualnie sytuacja i proszę o pomoc dla tego dzielnego psiaka. Ja sama bez Was niewiele jestem w stanie zrobić. Musimy mu pomóc wszyscy.
Boluś jest już po pierwszych wizytach u weterynarzy. Został przebadany od czubka nosa po końcówkę ogona. Badanie neurologiczne wykazało, że Boluś nie ma czucia “od pasa w dół” czyli od początku odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Tylne łapki i ogon są sparaliżowane i wiotkie. Czucie głębokie w łapach jest w nieznacznym stopniu i nierównomiernie zachowane. Badanie rtg wykazało degeneracyjne zmiany kostne w dwóch miejscach kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Aby dokładnie określić rodzaj i stopień zaawansowania zmian oraz aby móc określić, czy możliwa jest operacja, Boluś został skierowany na tomografię komputerową – zabieg przeprowadzany w pełnej narkozie.
W badaniu krwi wykryto anemię, prawdopodobnie spowodowaną obecnością kleszczy i pcheł. Czekamy w tej chwili na opis tomografii wykonywany przez specjalistę radiologa. Od tego zależy decyzja o możliwościach podjęcia dalszego leczenia i rodzaju rehabilitacji. Równolegle pies dostaje leki przeciwzapalne i poprawiające przewodnictwo nerwowe.
Boluś jest bardzo dzielnym i grzecznym pacjentem, wszyscy go polubili, mimo tego, że podczas przenoszenia zasikał prawie całą poczekalnię. Niestety, porażenie dotyczy również zwieraczy oraz ma wpływ na pracę pęcherza i jelit, co oznacza, że Boluś nie kontroluje oddawania moczu i kału i musi nosić specjalne psie pieluchy oraz dostawać specjalistyczną, lekkostrawną karmę, aby nie doszło do powstania trudnych do usunięcia złogów kałowych. Boluś jest psem ciekawskim i towarzyskim, podczas wizyt obserwował z zainteresowaniem lekarzy i innych pacjentów, próbował zwiedzać klinikę ciągnąc swoje ciałko po śliskiej podłodze.
Mimo że wiadomo już, że niezależnie od metody leczenia, czeka go intensywna fizjoterapia, w tej chwili zalecono mu ograniczony ruch i zamknięcie w kenelu. Boluś źle to znosi, piszczy, wyje, gryzie i wygina kenel. Boluś chce towarzystwa, chce wolności, chce uczestniczyć w tym co się dzieje.
Boluś bardzo potrzebuje wsparcia na dalszą diagnostykę, leczenie, leki, wizyty w klinice, pieluchy, podkłady, rehabilitację, dobrą karmę i suplementy. Potrzebne są też środki na opłacenie domowego hotelu dla zwierząt.
Może ktoś z Was chciałby mu kupić bezpośrednio dobrą karmę? Miękkie posłanko? Dobre witaminy? Proszę wtedy o kontakt na mail: fundacjakonikimoniki@gmail.com
Proszę Was Kochani o pomoc dla tego dzielnego pieska. Boluś zawsze był sam, zawsze był nikim dla ludzi, a teraz, gdy potrzebuje najbardziej pomocy, wsparcia, brakuje pieniędzy by mu wszystko co konieczne zapewnić. Ja wierzę, że uda nam się go postawić na łapki.
Monika
Kochani…
Bolusia poznałam kilka tygodni temu u handlarza na małej, lubuskiej wsi. Zwykły, poczciwy, wiejski kundelek. Taki, na którego nikt nie patrzy z troską, nie kupuje miękkich posłanek ani dobrej karmy. Taki, którego się nie zauważa, bo nie jest rasowy, nie jest „ładny”.
Już wtedy coś mnie w nim zatrzymało. Jego oczy. W tych oczach był smutek, którego nie da się opisać słowami. Był lęk. Rezygnacja. To były oczy psa, który bardzo dużo już w życiu wycierpiał i który przestał wierzyć, że może być inaczej. Kulił się, chował, bał się.
Boluś już wtedy nie był zdrowy. Gdy próbował biegać, zarzucał tylnymi łapkami. Widać było, że kuleje na obie nóżki. Spytałam handlarza, skąd go ma, bo wcześniej tego pieska tam nie było. Powiedział, że wziął go od „alkoholika”, i że teraz jest lepiej, bo gdy go przywiózł, Boluś był tak niedożywiony, że można było liczyć wszystkie żebra.
Chciałam Bolusiowi już wtedy pomóc. Chciałam go zabrać. Ale handlarz stwierdził, że biega, szczeka, ma zostać i pilnować podwórka. Formalnie wszystko się zgadzało — ten mały, poczciwy piesek mial schronienie – spał zwinięty w kulkę w sieni na starym kocu. Dostawał jedzenie, miał wodę do picia. Handlarz stwierdził, że jak już jest, to niech zostanie. Byłam bezradna.
Przedwczoraj pojechałam tam ponownie. I zobaczyłam obraz, który będzie mnie prześladował do końca życia.
Boluś uciekał po podwórku… ciągnąc za sobą tylne łapki. Całkowicie bezwładne. Szurały po kamieniach, piachu, ziemi, betonie. Już były rany. Już była krew.
Jego małe, psie ciało próbowało uciec, a nogi po prostu… nie działały. Moje serce pękło na ten widok.
Zaczęłam krzyczeć, że czemu do mnie nie zadzwonił, przyjechałabym natychmiast przecież po Bolusia. Nie mogłam pojąć, po co on go wypuszczał dwór, przecież widział, że te bezwładne łapki są już poranione. Pytałam, co mu zrobił. Odpowiedział obojętnie:
„Nie wiem. Kilka dni temu przestał chodzić na tylnych łapach. Miałem mu dziś zawinąć te nogi szmatami, bo krew zostawia.”
Nie padło ani jedno słowo o lekarzu. Ani jedno o RTG. Ani jedno o leczeniu. Ani jedno o tym, że to żywe, czujące stworzenie. Wiedziałam jedno — jeśli go tam zostawię, Boluś umrze. Albo od ran. Albo „z pomocą” człowieka, który uzna, że tak będzie lepiej, bo przecież „zwykły wiejski pies”.
Gdy podeszłam do Bolusia i pogłaskałam go po główce, on wtulił się w moją dłoń całym sobą. Jakby chciał się w niej schować. Zacisnął mocno oczki, jak przestraszone dziecko. Miałam wrażenie, że błaga mnie bez słów o pomoc.
Powiedziałam handlarzowi, że go zabieram. Tym razem już nie protestował, było mu to na rękę, chciał się pozbyć kłopotu.
Chory Boluś nie był mu już potrzebny i przynosił wstyd. Bo zwykłe wiejskie psy mają szczekać i biegać. A Boluś biegać nie może. A takie psy… na wsi często po prostu „zdychają”. Albo ktoś pomaga im łopatą, tłumacząc, że „żeby się nie męczyły”.
Boluś ma oczy, które rozrywają serce. Smutne. Zgaszone. Oczy psa, który całe życie czekał, aż ktoś go pokocha. Który oddałby wszystko — absolutnie wszystko — za jeden ciepły dotyk, za jedno dobre słowo, za to, by być dla kogoś ważnym. Na tych swoich koślawych łapkach biegał nawet za handlarzem, licząc na to, że choć on go zauważy…
A nikt nigdy go nie chciał. Nikt nigdy nie kochał. Był tylko „kundlem z podwórka”. A teraz jeszcze jest chory, kaleki.
Kochani,
nie wiem jeszcze, co dokładnie stało się Bolusiowi. Ale wiem, że bez naszej pomocy nie ma żadnych szans.
On pilnie potrzebuje pomocy.
Diagnostyki. Leczenia. RTG. Tomografu. Wizyt w klinice.
Bez tego nie dowiemy się, czy da się go postawić na łapki, czy da się mu odebrać ból. Czy będzie konieczna operacja, czy zakup wózka…
To są koszty idące w tysiące złotych. Sam tomograf to około 1500 zł. Do tego dojdzie koszt dobrego, domowego hotelu dla Bolusia. A to dopiero początek.
Idą święta. Boluś nie ma nikogo. Nie ma domu. Nie ma rodziny. Nie ma człowieka. Proszę, nie odwracajcie się od niego. Ja sama nie będę w stanie mu pomóc. Błagam Was o ratunek dla tego poczciwego pieska. Nie pozwólmy, żeby ten zwykły, wiejski Boluś nie otrzymał pomocy, tylko dlatego, że nikt nigdy nie uznał go za wystarczająco ważnego.
Proszę o wsparcie na diagnostykę i leczenie. Każda złotówka to dla niego ogromna pomoc. Każde udostępnienie to szansa. Każdy gest to sygnał, że jego życie ma znaczenie. Że nie jest sam na tym świcie.
Boluś bardzo chce żyć. I bardzo chce wreszcie być kochany. Jeśli mi pomożecie, obiecuję, że zrobię co będę mogła, by go zdiagnozować, leczyć, otoczyć najwyższą troską.
Musimy mu pomóc razem. Teraz. Proszę Was.
Monika

Przekaż darowiznę z imieniem BOLUŚ na konto:
PKO BP : 05 1020 4900 0000 8202 3349 1785
IBAN: PL 05 1020 4900 0000 8202 3349 1785
SWIFT: BPKOPLPW
PayPal: fundacjakonikimoniki@gmail.com
Fundacja KONIKI MONIKI
Zawada Nowa 22, 26-720 Policzna
Wyślij SMS o treści
BOLUS
na numer 7420
(koszt 4,92 pln)
na numer 7911
(koszt 11,07 pln)
Regulamin tapet
Ratuję Bolusia
Sparaliżowany Boluś – rehabilitacja przynosi efekty
BOLUŚ JEST SPARALIŻOWANY! "Miałem mu dziś zawinąć te nogi szmatami,
Dla Tosi nie szukano nowego domu. Trafiła prosto do handlarza…
Dla Tosi nie szukano nowego domu. Trafiła prosto do handlarza...DZIŚ
SONGO JUŻ PO OPERACJI. WYNIKI SĄ BARDZO ZŁE…
SONGO JUŻ PO OPERACJI. WYNIKI SĄ BARDZO ZŁE... Aktualizacja 05.02.2026
Bułankę odwiedził kowal. Jest źle…
Bułanka prosi o wsparcie leczenia! Aktualizacja 15.12.2025 - Kochani, mam


































