Pięć niewidomych klaczy
zbiera na dom
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest nie widzieć?
Nie zobaczyć twarzy człowieka, którego kochasz. Nie wiedzieć, kto właśnie do ciebie podchodzi i czy wyciągnięta ręka oznacza dobro. Nie zobaczyć jesiennego słońca. Liści spadających z drzew. Nieba nad głową.
Nie widzieć też drogi przed sobą. Każdy kolejny krok stawiać trochę na pamięć, trochę na słuch, a trochę po prostu na wiarę.
Nasłuchiwać znajomych dźwięków. Rozpoznawać zapach drugiego konia. Szukać jego ciepła gdzieś obok.
I ufać bez końca, że następny krok będzie bezpieczny.
Tak wygląda świat Rudzi, Danieli, Kropki, Jaśminy i Luny.
Pięciu niewidomych klaczy.
Każda z nich jest inna. Każda ma inną historię. Każda kiedyś znalazła się w takim momencie życia, w którym człowiek uznał, że już się nie opłaca. Że jest za stara. Za chora. Za słaba. Za bardzo kaleka.
Uratowaliście je. Ale uratować życie to jedno. A dać niewidomemu koniowi dobre życie — to wyzwanie.
Daniela jest z fundacją od grudnia 2023 roku.
Już wtedy była bardzo starym, całkowicie niewidomym koniem. Jej oczy były zniszczone przez chorobę. Wzroku nie udało się uratować. Udało się jednak uratować ją.
I od tamtej chwili Daniela dostała dni, miesiące i lata, których przecież miało już nie być. Dzisiaj, kiedy na nią patrzę, coraz częściej myślę o tym, że czas nie jest nieskończony. Daniela jest bardzo stara. Nie będzie tutaj już długo. I dlatego tak bardzo chciałabym zdążyć.
Zdążyć dać jej jeszcze miejsce, w którym będzie mogła stać w jesiennym słońcu. Odpoczywać. Słuchać znajomych kroków. I wiedzieć, że to jej dom. Dom na zawsze.
Kropka została uratowana w sierpniu 2024 roku.
Miała ponad 20 lat. Lat, podczas których służyła ludziom, rodziła źrebięta, była potrzebna. A potem przyszła starość. I ślepota. Kiedy ją ratowano, była przerażona.
Przy dotyku obcej dłoni nadal potrafi się wzdrygnąć. Nie wiemy wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej w jej życiu. Nie wiemy, czego musiała doświadczyć, żeby tak reagować na człowieka. Wiemy tylko, że zasługiwała na coś zupełnie innego niż śmierć.
I że dzisiaj, krok po kroku, uczy się, że człowiek może też oznaczać bezpieczeństwo.
Jaśmina kiedyś była koniem, którym się zachwycano.
Piękna. Dostojna. Cenna. Była powodem do dumy. Dopóki widziała. Kiedy zachorowała i straciła wzrok, nagle wszystko się zmieniło. Koń, który wcześniej miał wartość, stał się ciężarem. Jaśmina trafiła do handlarza. Udało się ją stamtąd wyrwać.
Dziś nadal niczego nie widzi. Ale żyje. Jest spokojna, łagodna, bliska człowiekowi. Jakby mimo wszystkiego, czego doświadczyła, zostawiła jeszcze w sobie odrobinę miejsca na zaufanie.
Jest też Luna.
Najmłodsza z nich wszystkich niewidomych dam. Luna nigdy nie zobaczyła świata. Urodziła się całkowicie niewidoma. Nie wie, jak wygląda koń. Nie wie, jak wygląda człowiek. Nie wie, jaki kolor ma jesień. Od początku swojego życia świat poznaje inaczej. Przez zapach. Głos. Dotyk. I obecność drugiego konia.
U handlarza nie była sama. Miała przy sobie drugą klacz – o imieniu Biała. To dla Luny był punkt odniesienia w świecie, którego nie mogła zobaczyć. Biała była dla niej wszystkim. Lunka mogła się do niej przytulić. Nasłuchiwać jej kroków. Iść za nią. Czuć, że ktoś jest obok. Niestety krótko po wykupie Biała umarła. Odeszła wtedy, gdy wiedziała, że Luna nie pojedzie na rzeź, że się nią zajmiemy.
Luna, po odejściu Białej, została sama, a dla niewidomego konia utrata takiego towarzysza to utrata kawałka świata. Dzisiaj jednak Luna ma Danielę i Kropkę. Te trzy stworzyły niezwykłą więź. Trzymają się razem. Szukają swojej obecności. Stoją blisko. Odpoczywają obok siebie. Jakby po wszystkim, co spotkało każdą z nich, same wybrały siebie.
Luna straciła kiedyś swoją pierwszą towarzyszkę. W fundacji znalazła rodzinę.
I jest jeszcze Rudzia.
Uratowana dopiero co. Całkowicie niewidoma i bardzo wyniszczona. Nie znamy całej jej przeszłości. Nie potrafi nam przecież opowiedzieć, jak wyglądało jej życie wcześniej. Możemy tylko patrzeć na jej reakcje. Na ostrożność. Na to, jak powoli przekonuje się, że człowiek, który podchodzi, nie musi zrobić jej krzywdy. Staramy się każdego dnia zapracować na jej zaufanie.
Każda z nich miała wyrok śmierci, ocaliliście je ale teraz potrzebują nas po raz kolejny.
Niewidomego konia nie można po prostu wypuścić na dowolne pastwisko. Nie zobaczy rozciągniętego pastucha. Nie zauważy przeszkody. Nie ominie czegoś, co nagle znajdzie się na jego drodze.
Potrzebuje stałego, przewidywalnego i bezpiecznego miejsca — takiego, którego może nauczyć się na pamięć. Solidnego, sztywnego ogrodzenia, terenu pozbawionego niebezpiecznych przeszkód oraz wiaty, wody i siana zawsze w tych samych, znanych punktach. Dzięki temu z czasem przestaje błądzić po omacku. Zaczyna wiedzieć, dokąd iść, gdzie się zatrzymać i gdzie szukać wszystkiego, czego potrzebuje.
Niewidomy koń uczy się przestrzeni na pamięć. I właśnie takie miejsce możemy im dać.
Mamy dwa hektary ziemi.
Dwa hektary, które chcielibyśmy przygotować właśnie dla Rudzi, Danieli, Kropki, Jaśminy i Luny. Mogłyby tam zostać razem. Poznać każdy metr. Nauczyć się drogi do wody. Wiedzieć, gdzie stoi wiata. Gdzie jest siano. Gdzie kończy się ich bezpieczny świat. I gdzie jest druga klacz, kiedy trzeba będzie podejść bliżej i poczuć znajomy oddech.
Potrzebujemy jednak solidnego ogrodzenia i wiaty, doprowadzenia wody i prądu.
Dlatego bardzo Was proszę o pomoc. Nie proszę o luksus. Nie proszę o nic niezwykłego. Proszę o bezpieczny kawałek ziemi dla pięciu niewidomych koni. O miejsce, w którym nie będą musiały bać się następnego kroku. O miejsce, którego nauczą się tak dobrze, że po pewnym czasie przestaną potrzebować wzroku, żeby wiedzieć, że są u siebie.
Chcielibyśmy, żeby mogły zostać tam już do końca swoich dni.
Żeby stareńka Daniela zdążyła jeszcze poczuć, że ma swój kawałek świata. Żeby Kropka po tylu latach życia już nigdy nie musiała się bać człowieka. Żeby Jaśmina wiedziała, że jej wartość nie skończyła się w chwili, gdy straciła wzrok. Żeby Luna, która nigdy nie widziała świata, mogła poznać jego dobrą stronę. Żeby Rudzia nauczyła się, że wyciągnięta w jej stronę ręka może oznaczać tylko czułość.
I żeby któregoś dnia — oby za wiele, wiele lat — każda z nich mogła położyć się spokojnie na miękkiej ziemi. W miejscu, które zna na pamięć. Usłyszeć obok znajome kroki. Poczuć oddech swojej końskiej przyjaciółki. I zasnąć. Nie u handlarza. Nie w transporcie. Nie samotnie.
U siebie. Wśród swoich.
Bezpieczna do ostatniego dnia.
Potrzebujemy 42 000 zł, żeby zbudować ich świat.
Jeśli się uda, to one nigdy nie zobaczą miejsca, które dla nich stworzymy. Ale będą mogły każdego dnia czuć słońce na grzbiecie. Słyszeć siebe nawzajem. I sokojnie stawiać każdy krok.
I będą mogły już do samego końca wiedzieć jedno: że są u siebie. W domu.
Monika Olechnowicz
Tel: 570 666 540
Fundacja Koniki Moniki
POMÓŻ NAM ZBUDOWAĆ DLA NICH DOM
Przekaż darowiznę z tytułem:
PKO Bank Polski
BLIK na telefon
W aplikacji bankowej wybierz przelew BLIK na telefon.
IBAN i SWIFT
SWIFT: BPKOPLPW
PayPal
Fundacja KONIKI MONIKI
26-720 Policzna
Wyślij charytatywny SMS
Wyślij wiadomość o treści:
7420
Koszt wiadomości: 4,92 zł
Wyślij SMS7911
Koszt wiadomości: 11,07 zł
Wyślij SMSPRZEKAŻ DAROWIZNĘ
PILNE! Ostatni moment na ratunek Jasi! Dziś termin!
PILNA ZBIÓRKA Ostatni moment na na ratunek Jasi! prosimy o
Pracowała na każde wiaderko owsa. W zamian dostała wyrok śmierci…
PILNA ZBIÓRKA Pracowała na każde wiaderko owsa. W zamian dostała
W sobotę ostateczny termin Rubla! POMOCY!
PILNA ZBIÓRKA W sobotę ostateczny termin rozliczenia Rubla! Musimy zdążyć!
Łzy i wyrok śmierci… Grota jedzie na rzeź
PILNA ZBIÓRKA Łzy i wyrok śmierci... Los Groty jest przesądzony.
Gdy brakuje pieniędzy, miłości przecież nie ubywa…
PILNA ZBIÓRKA Gdy brakuje pieniędzy, miłości przecież nie ubywa... 💰
Bezdomność kotów zaczyna się dużo wcześniej, niż nam się wydaje
PILNA ZBIÓRKA Bezdomność zaczyna się dużo wcześniej, niż nam się
